,,Willa Jasny Dom’’ kamienica położona w Warszawie przy ul. Świerszcza 2 w okresie od lutego do października 1945 roku była siedzibą Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego.
W jej piwnicach urządzono cele więzienne, a na wyższych kondygnacjach znajdowały się pokoje przesłuchań i biura. Według historyków Instytutu Pamięci Narodowej w okresie istnienia aresztu przeszło przez budynek ponad tysiąc kobiet i mężczyzn, w tym żołnierzy Armii Krajowej.
Z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, we współpracy z Fundacją Willa ,,Jasny Dom’’, zorganizował uroczystość upamiętniającą ofiary komunistycznego terroru, które w przeszłości były więzione w dawnej siedzibie Informacji Wojskowej przy ul. Świerszcza 2 w Warszawie.
W uroczystościach uczestniczył Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, minister Lech Parell.
Szef Urzędu w swoim wystąpieniu przypomniał o bolesnej historii miejsca, które stało się symbolem powojennych represji wobec polskiego podziemia niepodległościowego.
- Willa „Jasny Dom” to miejsce, które przypomina o dramatycznym rozdziale polskiej historii. Ten przepiękny, modernistyczny budynek w 1945 roku został zamieniony w siedzibę sowieckiego kontrwywiadu Smiersz i Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego. W jego murach przesłuchiwano, więziono i łamano ludzi, których nowa władza nazywała „reakcyjnymi bandytami”.
- Jaki był cel działania tej władzy, jasno określił w jednym z wystąpień Władysław Gomułka: Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów. Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi – podkreślił minister.
Lech Parell nawiązał również do osobistych doświadczeń z działalności w opozycji antykomunistycznej lat 80., podkreślając skalę ówczesnych zagrożeń i presji, z jaką musieli mierzyć się działacze. Zaznaczył jednak, że mimo ryzyka represji, więzienia czy utraty pracy, były to realia nieporównywalne z dramatem wcześniejszych pokoleń, które za wierność Polsce płaciły cenę najwyższą.
Minister podkreślił, że tragizm tamtych czasów polegał na konieczności wyboru drogi, z których każda niosła swoją cenę.
- Dlatego chcę to też wyraźnie powiedzieć, bo powstają niekiedy pewne nieporozumienia: oddając dziś cześć Żołnierzom Wyklętym, nie umniejszam tym, którzy po wojnie wybrali inną drogę: nie poszli do lasu, lecz odbudowywali Warszawę czy – po latach wojennego koszmaru próbowali żyć normalnie. Raczej czuję gniew, że całe pokolenia Polaków zostały postawione przed takim wyborem. Tragizm tamtej sytuacji polegał na tym, że żadna decyzja nie była wolna od ceny – powiedział.
Szef Urzędu zaznaczył, że honor w tradycji wojskowej ma wymiar znacznie szerszy niż sama gotowość do walki.
- Powiedzmy to: honor w tradycji wojskowej nie oznacza wyłącznie walki do końca. Przecież major Henryk Sucharski, dowódca bohaterskiej obrony Westerplatte w 1939 nie kazał swoim żołnierzom ginąć nadaremnie. Honor to także odpowiedzialność za podkomendnych, unikanie niepotrzebnych czy nadmiernych ofiar, trzeźwa ocena sytuacji.

Fot. Olga Woszczek/ UdSKiOR
- Naszym obowiązkiem jest budować takie państwo, w którym heroizm nie będzie ostatnią linią obrony godności. W którym nasze dzieci nigdy nie staną przed wyborem między życiem w lesie a zgodą na kłamstwo. I w którym pamięć o tych, którzy tu cierpieli, będzie przestrogą — nie tylko wspomnieniem – dodał Szef Urzędu.
Lech Parell zwrócił uwagę, że dwa państwowe święta Żołnierzy Wyklętych i Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej wzajemnie się dopełniają, budując pełniejszy obraz historii Polski.
- Taka właśnie postawa stała za słuszną decyzją o rozformowaniu Armii Krajowej, podjętą 19 stycznia 1945 roku. Dwa tygodnie temu obchodziliśmy święto AK, które wreszcie, ale dopiero dwa lata temu stało się świętem państwowym. Dobrze, że mamy te dwa święta, bo bez święta AK staliśmy, jak gdyby na jednej nodze. Oba te święta się dopełniają.
- Dlatego w naszej pamięci powinny mieścić się trzy rzeczy: podziw dla tych, którzy wytrwali; współczucie i zrozumienie dla tych, którzy nie wytrzymali; oraz jednoznaczne potępienie systemu, który ludzi łamał i stawiał przed wyborami bez dobrego wyjścia – powiedział.
Minister zaapelował o budowanie silnego państwa, w którym heroizm nie będzie jedyną obroną godności, a pamięć o przeszłości stanie się przestrogą i fundamentem dla przyszłych pokoleń.
Zwieńczeniem uroczystości było złożenie przez ministra Lecha Parella kwiatów pod pomnikiem ku czci ofiar NKWD i UB znajdującym się w Parku Kombatantów nieopodal Willi ,,Jasny Dom’’.
Pełne przemówienie Szefa Urzędu, ministra Lecha Parella, wygłoszone przed Willą ,,Jasny Dom’’:
Willa „Jasny Dom” to miejsce, które przypomina o dramatycznym rozdziale polskiej historii. Ten przepiękny, modernistyczny budynek w 1945 roku został zamieniony w siedzibę sowieckiego kontrwywiadu Smiersz i Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego. W jego murach przesłuchiwano, więziono i łamano ludzi, których nowa władza nazywała „reakcyjnymi bandytami”.
Jaki był cel działania tej władzy, jasno określił w jednym z wystąpień Władysław Gomułka: Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów. Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi.
Kogo Gomułka nazywał bandytami? Tych samych ludzi, którzy przez sześć lat walczyli z niemiecką okupacją. Gdy front przeszedł przez Polskę, stanęli oni wobec dramatycznego pytania: co dalej? Wiedzieli o Katyniu. Słyszeli o procesie szesnastu. Widzieli, że Polska zmierza ku systemowi narzuconemu siłą. Część z nich zdecydowała się kontynuować opór. Część próbowała wrócić do cywilnego życia. Wielu nie pozostawiono wyboru.
Było to pokolenie wychowane w II Rzeczypospolitej, karmione tradycją walki o niepodległość — od Powstania Styczniowego po Legiony. Poczucie obowiązku wobec państwa mieli wpisane głęboko w swoją biografię.
Próbuję ich doświadczenie skonfrontować z własnym. Działałem w opozycji antykomunistycznej w latach 80., w warunkach nieporównywalnie łatwiejszych. Ryzykowaliśmy pobicie, więzienie, represje, utratę pracy czy możliwości studiowania. Stawaliśmy pod wielką presją, ale to nawet w ułamku nie było to samo.
Dlatego z olbrzymim respektem podchodzę do wielkich słów, które określają ludzkie cechy – „odwaga”, „niezłomność” czy „honor”. Razi mnie, że używa się ich bez należytej ostrożności, za często. Może nawet bezmyślnie. Łatwo nazywać kogoś niezłomnym a innemu odmawiać niezłomności, jeśli samemu nie miało się w życiu okazji stanąć przed prawdziwym wyzwaniem.
Dlatego chcę to też wyraźnie powiedzieć, bo powstają niekiedy pewne nieporozumienia: oddając dziś cześć Żołnierzom Wyklętym, nie umniejszam tym, którzy po wojnie wybrali inną drogę: nie poszli do lasu, lecz odbudowywali Warszawę czy – po latach wojennego koszmaru - próbowali żyć normalnie. Raczej czuję gniew, że całe pokolenia Polaków zostały postawione przed takim wyborem. Tragizm tamtej sytuacji polegał na tym, że żadna decyzja nie była wolna od ceny.
Nie potrafię łatwo oceniać człowieka, który ukrywał się w lesie do lat 60, tak jak przywoływany często Józef Franczak. Nie jest to postawa, której można od kogokolwiek wymagać, czy nawet komuś zalecać. Nie jest to też postawa, którą można łatwo odrzucić. Rozważając tę postawę, myślę raczej o ludziach zepchniętych do narożnika historii.
Powiedzmy to: honor w tradycji wojskowej nie oznacza wyłącznie walki do końca. Przecież major Henryk Sucharski, dowódca bohaterskiej obrony Westerplatte w 1939 nie kazał swoim żołnierzom ginąć nadaremnie. Honor to także odpowiedzialność za podkomendnych, unikanie niepotrzebnych czy nadmiernych ofiar, trzeźwa ocena sytuacji.
Taka właśnie postawa stała za słuszną decyzją o rozformowaniu Armii Krajowej, podjętą 19 stycznia 1945 roku. Dwa tygodnie temu obchodziliśmy święto AK, które wreszcie, ale dopiero dwa lata temu stało się świętem państwowym. Dobrze, że mamy te dwa święta, bo bez święta AK staliśmy, jak gdyby na jednej nodze. Oba te święta się dopełniają.
Szanowni Państwo,
Czasem trudniejszą decyzją jest rozwiązać oddział niż wydać rozkaz ataku. Wydając ostatni rozkaz dowódca AK nie wzywał jednak do kapitulacji, lecz do dalszej pracy „w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa”. Niezłomność przybierała różne formy: w lesie z bronią, w więzieniu bez podpisania fałszywych zeznań, w codziennej odmowie współpracy ze zbrodniczym systemem, w wychowywaniu przyszłych pokoleń w prawdzie.
Dlatego w naszej pamięci powinny mieścić się trzy rzeczy: podziw dla tych, którzy wytrwali; współczucie i zrozumienie dla tych, którzy nie wytrzymali; oraz jednoznaczne potępienie systemu, który ludzi łamał i stawiał przed wyborami bez dobrego wyjścia.
Naszym obowiązkiem jest budować silne państwo. Takie, w którym heroizm nie będzie ostatnią linią obrony godności. W którym nasze dzieci nigdy nie staną przed wyborem między życiem w lesie a zgodą na kłamstwo.
I w którym pamięć o tych, którzy tu cierpieli, będzie przestrogą — nie tylko wspomnieniem. O taką refleksję Was proszę, w ten dzień: Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Okolicznościowy list do uczestników uroczystości skierował Wiceprezes Rady Ministrów Władysław Kosiniak – Kamysz. Jego treść znajduje się poniżej.



