W wywiadzie dla niezalezna.pl z Szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych rozmawia Grzegorz Wierzchołowski.

 

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Państwo polskie powstaje po 123 latach niewoli.

Polska była rozbita pomiędzy trzy organizmy państwowe, zaborcze. Trzeba było na nowo stworzyć armię, wykuć granice - stworzyć państwo praktycznie z niczego. Tak też się stało.

 

I to nawet dość szybko..

Jeżeli chodzi o sprawy ustrojowe, to marszałek Piłsudski, wówczas jeszcze jako naczelnik państwa, ogłosił wybory, które odbyły się w ciągu dwóch miesięcy od odzyskania przez Polskę niepodległości. W styczniu 1919 roku mieliśmy już pierwszy parlament, który kształtował w pewnym stopniu scenę polityczną, natomiast walka o granice trwała bardzo długo. Nie jest zbyt dużym odkryciem, że Polska leży w specyficznym układzie geopolitycznym, w którym trzeba sobie, nieraz z wielkim trudem, radzić.

 

Największym problemem i wyzwaniem była chyba jednak kwestia wschodniej granicy.

W 1917 roku, wraz z ustanowieniem władzy bolszewickiej w Rosji sowieckiej, pojawiła się idea, która wcześniej na świecie była nieznana: rozlanie ognia rewolucyjnego bolszewizmu na całą Europę. Polska stanowiła zaporę, broniła nie tylko swojej niepodległości, ale broniła też cywilizacji europejskiej, cywilizacji łacińskiej. A zatem walka o granicę na wschodzie to nie była tylko walka o wyznaczenie naszej wschodniej flanki, ale wojna o wszystko – o niepodległość; kształt nie tylko Polski, ale i Europy.

 

Równie trudne było wykuwanie granic zachodnich.

Tak. Świadczy o tym powstanie wielkopolskie, powstanie śląskie, możliwość uzyskania dostępu do morza. To trwało bardzo długo, okupione wielkimi stratami, ale wreszcie Polska, po traktacie ryskim, w 1921 roku miała granicę wschodnią. Potem zostały uznane wszystkie jej granice i znalazła się w takim kształcie, który zapewniał jej, przynajmniej na dwadzieścia lat, godny byt.

 

Polska była przez te wszystkie lata rozdarta przez trzy państwa. Polacy musieli służyć w armiach zaborczych i przelewali nieraz bratnią krew na frontach I wojny światowej.

Pewnym wyjątkiem były Legiony Polskie. Walczący w Legionach wiedzieli, że biją się o suwerenną, niepodległą Polskę. Ci, którzy służyli w armii pruskiej, astro-węgierskiej czy rosyjskiej, służyli tak naprawdę obcym, ale nie mieli innego wyboru. I też jednym z największych sukcesów II Rzeczpospolitej, jej pierwszym zwycięstwem, był fakt, że z Polaków służących w tych trzech armiach, udało się stworzyć jedną armię służącą niepodległej Polsce.

 

Po odzyskaniu niepodległości obyło się w Polsce bez sporów?

Spory były i być musiały. Polska mozaika polityczna II Rzeczpospolitej była tak bogata, iż niesnaski dotyczące wizji przyszłości, natury ustrojowej - czy ma być prymat narodu nad państwem, czy też państwa nad narodem, czy kraj ma mieć ustrój parlamentarny, czy prezydencki - siłą rzeczy wywoływała.

 

Miała w dodatku dwie konstytucje.

Jedna marcowa, która sytuowała nasz kraj w bloku państw o systemie parlamentarnym, przez co bardzo wówczas niestabilnym, wreszcie system wprowadzony przez konstytucję kwietniową, dający silniejsze atrybuty władzy wykonawczej, zwłaszcza prezydentowi Rzeczpospolitej. Sporów było wiele. Również natury narodowościowej, gdyż Polska wcale nie była jednolitym narodowościowo państwem – Polacy stanowili 65 proc., resztę zaś Ukraińcy, Żydzi, Niemcy. To była naprawdę skomplikowana i bardzo misternie przez ojców naszej niepodległości podjęta praca, aby scalić wszystko w jeden organizm, przyporządkowując owo dążenie dobru wspólnemu, jakim było niepodległe państwo polskie.

 

Polska po traktacie ryskim miała 388 tys. km. kw., czyli była prawie dwukrotnie mniejsza niż przed zaborami…

Bardzo wiele ziem polskich nie weszło w jej skład, zostały poza granicami Rzeczpospolitej, zwłaszcza ziemie wschodnie. Ale jednocześnie była państwem bogatym poprzez wielokulturowość, wielonarodowość. Dzięki temu przeżywała też renesans polska kultura, film, dorobek naukowy, myśl techniczna. Pojawiło się zjawisko, które w historii polski w zasadzie nigdy nie istniało. Mianowicie, tak wielki zachwyt i radość z wywalczonej po tylu latach niewoli niepodległości, iż wszystkie grupy zawodowe i społeczne starały się odrodzonej ojczyźnie oddać wszystko. W mojej ocenie, to najpiękniejszy okres w dziejach Rzeczpospolitej. Najbogatszy, najbarwniejszy i chyba też pokazujący, że jesteśmy w stanie dokonywać rzeczy niemożliwych. Reforma walutowa, scalenie w jeden mechanizm państwowy trzech zaborów, przezwyciężenie kryzysu gospodarczego, budowanie centralnego okręgu przemysłowego, rozbudowanie Gdyni - to są ogromne sukcesy.

 

Z roku 1918  i 1919 powinniśmy wyciągnąć jakiś wniosek?

Najważniejszy: możemy się różnić politycznie, ale musimy działać wspólnie, nie możemy się dzielić. Piłsudskiego z Dmowskim różniło wszystko, ale kiedy było trzeba, panowie wznieśli się ponad podziały, aby służyć odrodzonej Rzeczypospolitej. Dmowski przykładowo jako delegat Piłsudskiego wyjechał do Paryża i podpisał w imieniu Rzeczypospolitej traktat wersalski. Polska nie może sobie pozwolić na słabość i podziały. Nie w tym miejscu geopolitycznym. Jesteśmy skazani na wielkość, bo jeśli nie będziemy wielcy wewnętrznie i zewnętrznie, wtedy nikt nas nie będzie szanował.